Hello Zema e Paty, Teresa and Ninni. I'm so pleased to welcome you here.
Udało mi się zrobić drzwi. Jak zwykle trudno mi było się zdecydować na jakiś model. Wahałam się między prostymi drzwiami z desek, typu "drzwi do stodoły", a takimi częściowo przeszklonymi. W końcu wygrały drzwi z szybką, jako że można je jeszcze dodatkowo udekorować od wewnątrz jakąś roletą albo zasłonką. A to dla mnie zawsze pokusa nie do odparcia. Obiecuję sobie drzwi "oborowe" a następnym projekcie. Przepraszam za ciemne zdjęcia, ale pstryknęłam je chwilę temu, czyli jak dzieci wreszcie poszły spać. Drzwi są zrobione z różnej grubości tektury plus pleksi. W roli gałki mój ulubiony ćwiek tapicerski z Castoramy. Nie wiem jeszcze, czy tą gałkę zostawię taką mosiężną, czy może zmienię kolor. Naczytałam się ostatnio o miniaturach z papieru i kartonu, no i testuję możliwości. Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia z tym materiałem.
Pozdrawiam serdecznie. Idę obmyślać okiennice. Dobranoc.
I've managed to make the door for my project. As usual I had difficulty deciding on a type. I hesitated between a simple "barn-like" door made of boards, and a model with a pane. I finally chose the partly glassed door because it's got one big advantage. I can additionally decorate it with some curtain or blind, which is always tempting. I promise myself the barn door in some next project.
I'm sorry for the dark photos. I took them a few minutes ago so when my girls had finally gone to sleep.
The door is made of different thickness card plus some plastic pane. The door handle is a kind of upholstery pin that I bought in Castorama. I'm not sure yet whether I'll have it brass coloured or I'll change it. I've read a lot about miniatures made of paper and card recently and I'm testing the method. I wonder what your experience is?
Lots of hugs. I'm going to think of some shutters for my porch. Good night.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
sobota, 11 sierpnia 2012
Ściana / The wall
Welcome Anna. I'm very pleased to see you follow my blog.
Czy Wam również zdarza się,że zaczynacie projekt mając jakiś plan w głowie, potem coś zmieniacie i zmieniacie, aż z oryginalnego planu nie pozostaje prawie nic? Ja tak mam zawsze. Nie tylko w miniaturach. Podobnie jest z moim gotowaniem. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie jestem w stanie ściśle trzymać się przepisu. Muszę coś zmienić, coś dodać albo odjąć. Rezultaty bywają różne, ale na ogół jestem zadowolona.
Taki sam los spotkał oczywiście projekt pod roboczym tytułem "Greenhouse". Właściwie to już nie "greenhouse" a "porch". Zamarzył mi się rustykalny ganek, i okazało się, że szklarenka świetnie się do tego nada. Tak więc pokazuję, co na razie udało mi się zrobić. Mam już ścianę z tynkiem. Wahałam się między takim właśnie topornym tynkiem, a kamieniem, ale że akurat skończyła mi się "papierowa glinka", z której zwykle robię kamienie, płytki i cegły, to stanęło na tynku. Jest też okno, ale jeszcze nie wykończone. Będą okiennice i skrzynka z kwiatami albo jakimiś doniczkami. No i jakaś zazdrostka albo zasłonka. Na razie gołe, szare okno.
Does it happen to you too that you start a new project with a more or less fixed plan in your head, then you keep changing details until there's nothing left of the original plan? It regularly happens to me. Not only in miniatures. It's the same with cooking. For some ununderstable reason I'm totally unable to stick to a recipe. I tend to add, to eliminate or to change something. The results are different, but I'm usually satisfied.
The same happened to my new project which I called "The Greenhouse". Actually, it's not a greenhouse anymore but a porch. I've seen some beautiful photos of summer porches in interior magazines lately. And I decided I want one too. It appeared that my little greenhouse might be easily addopted for the new plan. Here's what I've managed to make for now. I have a plastered wall. I hesitated between such rustic plaster and some stone wall but I ran short of my paper clay that I usually use to make stones, bricks and tiles. I also have a window. It's still unfinished. I'm planning to add some shutters, a little curtain inside, some plantd on the sill. For the time being... a bare gray window.
Czy Wam również zdarza się,że zaczynacie projekt mając jakiś plan w głowie, potem coś zmieniacie i zmieniacie, aż z oryginalnego planu nie pozostaje prawie nic? Ja tak mam zawsze. Nie tylko w miniaturach. Podobnie jest z moim gotowaniem. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie jestem w stanie ściśle trzymać się przepisu. Muszę coś zmienić, coś dodać albo odjąć. Rezultaty bywają różne, ale na ogół jestem zadowolona.
Taki sam los spotkał oczywiście projekt pod roboczym tytułem "Greenhouse". Właściwie to już nie "greenhouse" a "porch". Zamarzył mi się rustykalny ganek, i okazało się, że szklarenka świetnie się do tego nada. Tak więc pokazuję, co na razie udało mi się zrobić. Mam już ścianę z tynkiem. Wahałam się między takim właśnie topornym tynkiem, a kamieniem, ale że akurat skończyła mi się "papierowa glinka", z której zwykle robię kamienie, płytki i cegły, to stanęło na tynku. Jest też okno, ale jeszcze nie wykończone. Będą okiennice i skrzynka z kwiatami albo jakimiś doniczkami. No i jakaś zazdrostka albo zasłonka. Na razie gołe, szare okno.
Does it happen to you too that you start a new project with a more or less fixed plan in your head, then you keep changing details until there's nothing left of the original plan? It regularly happens to me. Not only in miniatures. It's the same with cooking. For some ununderstable reason I'm totally unable to stick to a recipe. I tend to add, to eliminate or to change something. The results are different, but I'm usually satisfied.
The same happened to my new project which I called "The Greenhouse". Actually, it's not a greenhouse anymore but a porch. I've seen some beautiful photos of summer porches in interior magazines lately. And I decided I want one too. It appeared that my little greenhouse might be easily addopted for the new plan. Here's what I've managed to make for now. I have a plastered wall. I hesitated between such rustic plaster and some stone wall but I ran short of my paper clay that I usually use to make stones, bricks and tiles. I also have a window. It's still unfinished. I'm planning to add some shutters, a little curtain inside, some plantd on the sill. For the time being... a bare gray window.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Nowy projekt / New project
Welcome Liluyebijoux, Monika and Narina. I'm very pleased that you're here. Always a pleasure to log in and find new followers.
Widziałam ich wiele ostatnio na Waszych blogach. Mniejsze i większe, drewniane i metalowe, wszystkie oryginalne i zachwycające. Latarenki i szklarenki, bo o nich piszę, robią ostatnio furorę. No to ja też chcę taką. Miałam ochotę na ikeową, ale we Wrocławiu nie mieli niestety. Wiosną kupiłam więc parapetową szklarnię w Leroy. Czas płynął, a ja chodziłam wokół i nie mogłam się zdecydować, jak to zaaranżować. Aż w końcu wymyśliłam, co chcę zrobić. Oto punkt wyjściowy dla mojego nowego projektu tymczasowo zwanego Szklarnia. Plexi szybki na razie usunęłam, bo były porysowane i kiepsko wstawione.
I've seen a lot of them on your blogs lately. Small ones and big ones. Made of wood or metal. I'm writing about lanterns and greenhouses turned into miniature arrangements. They've become very popular recently. So... I want one too. I was going to buy a white greenhouse from Ikea, but they didn't have them in my town. So in spring this year I decided to get one from Leroy Merlin. Time was passing and I couldn't decide how to arrange it. But finally I've got a plan. Here's a starting point for my new project temporarily called "The Greenhouse". I've already removed the plastic panes as they were scratched and badly fixed.
Widziałam ich wiele ostatnio na Waszych blogach. Mniejsze i większe, drewniane i metalowe, wszystkie oryginalne i zachwycające. Latarenki i szklarenki, bo o nich piszę, robią ostatnio furorę. No to ja też chcę taką. Miałam ochotę na ikeową, ale we Wrocławiu nie mieli niestety. Wiosną kupiłam więc parapetową szklarnię w Leroy. Czas płynął, a ja chodziłam wokół i nie mogłam się zdecydować, jak to zaaranżować. Aż w końcu wymyśliłam, co chcę zrobić. Oto punkt wyjściowy dla mojego nowego projektu tymczasowo zwanego Szklarnia. Plexi szybki na razie usunęłam, bo były porysowane i kiepsko wstawione.
I've seen a lot of them on your blogs lately. Small ones and big ones. Made of wood or metal. I'm writing about lanterns and greenhouses turned into miniature arrangements. They've become very popular recently. So... I want one too. I was going to buy a white greenhouse from Ikea, but they didn't have them in my town. So in spring this year I decided to get one from Leroy Merlin. Time was passing and I couldn't decide how to arrange it. But finally I've got a plan. Here's a starting point for my new project temporarily called "The Greenhouse". I've already removed the plastic panes as they were scratched and badly fixed.
sobota, 4 sierpnia 2012
Znaleziątka / Findings
Hello Gill. So nice to see you here.
Muszę Wam pokazać, co znalazłam wczoraj na targu. Targ, jak targ: warzywa, owoce, ciuchy i... panowie z różnymi klamotami. Przechodziłam sobie właśnie obok rozłożonego na chodniku kawałka ceraty z ekspozycją rozmaitych elementów typu rury, nakrętki, kolanka, śrubki, itp. Zerknęłam w przelocie i... oto, co pan miał rozłożone na skrzynce odwróconej do góry dnem.
Oczywiście wszystko kupiłam za 20 zł. A wybierałam się tylko po czosnek do kiszenia ogórków :). Biurko na zdjęciu to tylko odnośnik skali.
I need to show you what I found yesterday on my local market. The place as usual: fruit, vegetables, some clothes and men selling various ods and ends. I was just passing a pieceof oil cloth spread on pavement with a display of metal pipes, nuts, screws and whatever else. I quickly glanced at these and... here's what was lying on an up side down crate.
I bought everything for 20 zl, which is about 6 USD. And I was only going to buy some garlic for my pickles. The desk in the photo is only given to help you judge the scale.
I jeszcze aktualizacja skandynawskiej jadalni. Na próbę wstawiłam czerwony akcent w postaci przemalowanego krzesełka. Oryginalnie było czarne. Co myślicie? Iść w tę stronę, czy zdecydowanie to nie ta bajka.
And an update on my Scandinavian dining room. I added a red chair to see how red works here.Originally the Thonet was black. What do you think?
Muszę Wam pokazać, co znalazłam wczoraj na targu. Targ, jak targ: warzywa, owoce, ciuchy i... panowie z różnymi klamotami. Przechodziłam sobie właśnie obok rozłożonego na chodniku kawałka ceraty z ekspozycją rozmaitych elementów typu rury, nakrętki, kolanka, śrubki, itp. Zerknęłam w przelocie i... oto, co pan miał rozłożone na skrzynce odwróconej do góry dnem.
Oczywiście wszystko kupiłam za 20 zł. A wybierałam się tylko po czosnek do kiszenia ogórków :). Biurko na zdjęciu to tylko odnośnik skali.
I need to show you what I found yesterday on my local market. The place as usual: fruit, vegetables, some clothes and men selling various ods and ends. I was just passing a pieceof oil cloth spread on pavement with a display of metal pipes, nuts, screws and whatever else. I quickly glanced at these and... here's what was lying on an up side down crate.
I bought everything for 20 zl, which is about 6 USD. And I was only going to buy some garlic for my pickles. The desk in the photo is only given to help you judge the scale.
I jeszcze aktualizacja skandynawskiej jadalni. Na próbę wstawiłam czerwony akcent w postaci przemalowanego krzesełka. Oryginalnie było czarne. Co myślicie? Iść w tę stronę, czy zdecydowanie to nie ta bajka.
And an update on my Scandinavian dining room. I added a red chair to see how red works here.Originally the Thonet was black. What do you think?
piątek, 3 sierpnia 2012
Część trzecia / Part three
Witajcie CWPoppets i Ana Correia. / Welcome CWPoppets and Ana Correia. Nice to see you here.
Zapraszam na lody. Bardzo dzisiaj gorąco. / Will you have some ice-cream? It's so hot.
Tak jak zapowiadałam, dzisiaj trzeci odcinek blogo-noweli pt. "Moja pierwsza mini jadalnia". Poustawiałam sobie te moje "teakowe" mebelki na półeczce. Kolor regału był dosyć ciemny i, prawdę powiedziawszy, niezbyt urodziwy. Miałam w planach zrobienie jakiegoś jaśniejszego tła, ale... nie zdążyłam. Ale o tym innym razem. Oto pamiątkowe zdjęcia:
As I promised, today the third episode of my blog opera "My first dining room". I arranged those teak pieces of furniture on my book shelf. The shelf was rather dark and, to tell the truth, not too pretty. I was planning to make a kind of backdrop or something but I didn't manage. Why... I'll tell you another time. Here are the reminiscent photos:
Na zdjęciach widać efekty moich ówczesnych zmagań z jedzeniem z Fimo.( Wcześniej używałam modeliny dla dzieci. Rezultaty były dobre... dla dzieci :)).
Najpierw były sery, które stoją na dolnej półeczce konsolki. Potem pączki, już kolorowane pastelami. A później już się wciągnęłam.
In these photos you can see the results of my early Fimo exercises. ( Before it I used some modelling clay for children. The results were good... for children.)
First I made the cheese on the lower shelf of the console table. Then the doughnuts. And then I goot hooked on.
A teraz obiecane zdjęcie mojego pierwszego jedzonka w wersji mini. Panie i panowie... misa z owocami. A zaraz za nią torcik i rolada.
And now the promised pic of my first ever mini food. Ladies and gentlemen... a bowl of fruit. And following it a board of cakes.
Zapraszam na lody. Bardzo dzisiaj gorąco. / Will you have some ice-cream? It's so hot.
Tak jak zapowiadałam, dzisiaj trzeci odcinek blogo-noweli pt. "Moja pierwsza mini jadalnia". Poustawiałam sobie te moje "teakowe" mebelki na półeczce. Kolor regału był dosyć ciemny i, prawdę powiedziawszy, niezbyt urodziwy. Miałam w planach zrobienie jakiegoś jaśniejszego tła, ale... nie zdążyłam. Ale o tym innym razem. Oto pamiątkowe zdjęcia:
As I promised, today the third episode of my blog opera "My first dining room". I arranged those teak pieces of furniture on my book shelf. The shelf was rather dark and, to tell the truth, not too pretty. I was planning to make a kind of backdrop or something but I didn't manage. Why... I'll tell you another time. Here are the reminiscent photos:
Na zdjęciach widać efekty moich ówczesnych zmagań z jedzeniem z Fimo.( Wcześniej używałam modeliny dla dzieci. Rezultaty były dobre... dla dzieci :)).
Najpierw były sery, które stoją na dolnej półeczce konsolki. Potem pączki, już kolorowane pastelami. A później już się wciągnęłam.
In these photos you can see the results of my early Fimo exercises. ( Before it I used some modelling clay for children. The results were good... for children.)
First I made the cheese on the lower shelf of the console table. Then the doughnuts. And then I goot hooked on.
A teraz obiecane zdjęcie mojego pierwszego jedzonka w wersji mini. Panie i panowie... misa z owocami. A zaraz za nią torcik i rolada.
And now the promised pic of my first ever mini food. Ladies and gentlemen... a bowl of fruit. And following it a board of cakes.
środa, 1 sierpnia 2012
Zastawa / Tableware
No to dokończę o tej mojej pierwszej jadalni.
Zastawę stołową zrobiłam z Fimo Soft. Formowałam te talerzyki ręcznie wg wskazówek Sue Heaser. Miseczki i filiżanki kształtowałam na szklanych kulkach. Po upieczeniu wszystko pracowicie szlifowałam. Potem malowanie wykałaczką. Wzór wymyślany w trakcie malowania, jak zwykle u mnie. Chciałam mieć bardzo klasyczny serwis i wydawało mi się, że złota winorośl dobrze się sprawdzi. Następnie kilka warstw lakieru mocno błyszczącego. Wyszło tak (Hmm... wtedy takie paznokcie były modne :)):
Right... let me finish what I started last time. My first dining room.
I made my dishes from Fimo Soft. The plates were made according to Sue Haeser's instructions. The bowls and cups were modelled on marbles. After baking I polished everyting thoroughly. Then I painted the ornament with a toothpick inventing it while painting, as I usually do. I wanted a traditional set so I decided on golden vine. Finally I put on a few layers of high gloss varnish. And this is the result ( Oh boy... such finger nails were in fashion then :)):
Złote łyżeczki kupiłam w czasie pobytu w Dublinie. To była moja pierwsza wizyta w prawdziwym sklepie miniaturkowym. Ach... jakie przeżycie. Kupiłam jeszcze kieliszki, czajnik, jakieś talerzyki i świecznik. Trochę to było za małe do mojej gigantycznej jadalni w skali 1: 10 ale... nie szkodzi? Cieszyłam się jak dziecko.Następnym razem pokażę Wam jak to wszystko razem wyglądało na moim regale. Jak się odważę, to jeszcze dołączę zdjęcia pierwszych potraw z modeliny. Miłego wieczoru.
I bought the golden spoons in Dublin. It was my first visit in a miniature shop. What an experience! I remember I also bought some wine glasses, a kettle, some plates and a candelabre. All of these were a bit too small for my huge 1:10 scale dining room, but... who cares? I was as happy as a child.
Next time I'll show you how it all looked together on my special bookshelf. If I muster my courage I'll include some photos of my forst clay food. Have a nice evening.
Zastawę stołową zrobiłam z Fimo Soft. Formowałam te talerzyki ręcznie wg wskazówek Sue Heaser. Miseczki i filiżanki kształtowałam na szklanych kulkach. Po upieczeniu wszystko pracowicie szlifowałam. Potem malowanie wykałaczką. Wzór wymyślany w trakcie malowania, jak zwykle u mnie. Chciałam mieć bardzo klasyczny serwis i wydawało mi się, że złota winorośl dobrze się sprawdzi. Następnie kilka warstw lakieru mocno błyszczącego. Wyszło tak (Hmm... wtedy takie paznokcie były modne :)):
Right... let me finish what I started last time. My first dining room.
I made my dishes from Fimo Soft. The plates were made according to Sue Haeser's instructions. The bowls and cups were modelled on marbles. After baking I polished everyting thoroughly. Then I painted the ornament with a toothpick inventing it while painting, as I usually do. I wanted a traditional set so I decided on golden vine. Finally I put on a few layers of high gloss varnish. And this is the result ( Oh boy... such finger nails were in fashion then :)):
Złote łyżeczki kupiłam w czasie pobytu w Dublinie. To była moja pierwsza wizyta w prawdziwym sklepie miniaturkowym. Ach... jakie przeżycie. Kupiłam jeszcze kieliszki, czajnik, jakieś talerzyki i świecznik. Trochę to było za małe do mojej gigantycznej jadalni w skali 1: 10 ale... nie szkodzi? Cieszyłam się jak dziecko.Następnym razem pokażę Wam jak to wszystko razem wyglądało na moim regale. Jak się odważę, to jeszcze dołączę zdjęcia pierwszych potraw z modeliny. Miłego wieczoru.
I bought the golden spoons in Dublin. It was my first visit in a miniature shop. What an experience! I remember I also bought some wine glasses, a kettle, some plates and a candelabre. All of these were a bit too small for my huge 1:10 scale dining room, but... who cares? I was as happy as a child.
Next time I'll show you how it all looked together on my special bookshelf. If I muster my courage I'll include some photos of my forst clay food. Have a nice evening.
wtorek, 31 lipca 2012
Dawno temu / Once upon a time
Witam Jaz i Besu. Zapraszam na mrożoną kawę.
Welcome Jaz and Besu. Hope you like coffee with icecream.
Dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia o istnieniu sklepów dla miniaturzystów, tutoriali i wszelkich mini DIY, wymyśliłam sobie jadalnię. Musiała być takiej wielkości, aby wpasować się w półkę przewidzianą na ekspozycję. Z moich późniejszych obliczeń wyszło, że jadalnia była w skali 1:10. Trochę większa niż 1:12, ale nie tak bardzo. Z sosnowych (!) listewek i listeweczek zakupionych w Obi skleciłam stół, 4 krzesła, bufet i regał. Tak to wyglądało w stanie surowym.
Once upon a time, when I had no idea of existing things like miniature shops, tutorials or DIY, I invented a dining room. It was supposed to be the size suitable for a bookshelf . When I calculated the dimensions later on, it appeared that my dining room furniture was in 1:10. A little bigger than 1:12, but not so much. With some pine (!) strip wood bought in Obi I fixed a table, four chairs, a side buffet and a bookshelf. It's what it looked like unvarnished.
Wszystko pociągnęłam lakierobejcą (!) w kolorze teak, oczywiście wysoki połysk. I zaczęła się zabawa w ustawianie, oswajanie, dekorowanie, czyli to, co wszyscy lubimy najbardziej. Ponieważ urządzałam jadalnię, potrzebowałam zastawy stołowej. Już wtedy słyszałam coś o Fimo, więc zaczęło się polowanie na to tajemnicze medium. I udało się. W Empiku dopadłam Fimo Soft.
Ale o tym w następnym poście, bo mi się zaraz Ulka (młodsza) zbudzi. Dobranoc.
Next I painted everything in teak colour with a medium that was something in between stain and varnish. High gloss (!) obviously. Then the fun started. Arranging, decorating, furnishing... all the stuff we love most.Since it was a dining room I desperately needed some tableware. I'd heard of something called Fimo and so I started searching for it. I was lucky and found Fimo Soft in Empik.
But I'll write about it in my next entry because Ulka (my younger daughter) is going to wake up in a while. Have to go. Goodnight.
Welcome Jaz and Besu. Hope you like coffee with icecream.
Dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia o istnieniu sklepów dla miniaturzystów, tutoriali i wszelkich mini DIY, wymyśliłam sobie jadalnię. Musiała być takiej wielkości, aby wpasować się w półkę przewidzianą na ekspozycję. Z moich późniejszych obliczeń wyszło, że jadalnia była w skali 1:10. Trochę większa niż 1:12, ale nie tak bardzo. Z sosnowych (!) listewek i listeweczek zakupionych w Obi skleciłam stół, 4 krzesła, bufet i regał. Tak to wyglądało w stanie surowym.
Once upon a time, when I had no idea of existing things like miniature shops, tutorials or DIY, I invented a dining room. It was supposed to be the size suitable for a bookshelf . When I calculated the dimensions later on, it appeared that my dining room furniture was in 1:10. A little bigger than 1:12, but not so much. With some pine (!) strip wood bought in Obi I fixed a table, four chairs, a side buffet and a bookshelf. It's what it looked like unvarnished.
Wszystko pociągnęłam lakierobejcą (!) w kolorze teak, oczywiście wysoki połysk. I zaczęła się zabawa w ustawianie, oswajanie, dekorowanie, czyli to, co wszyscy lubimy najbardziej. Ponieważ urządzałam jadalnię, potrzebowałam zastawy stołowej. Już wtedy słyszałam coś o Fimo, więc zaczęło się polowanie na to tajemnicze medium. I udało się. W Empiku dopadłam Fimo Soft.
Ale o tym w następnym poście, bo mi się zaraz Ulka (młodsza) zbudzi. Dobranoc.
Next I painted everything in teak colour with a medium that was something in between stain and varnish. High gloss (!) obviously. Then the fun started. Arranging, decorating, furnishing... all the stuff we love most.Since it was a dining room I desperately needed some tableware. I'd heard of something called Fimo and so I started searching for it. I was lucky and found Fimo Soft in Empik.
But I'll write about it in my next entry because Ulka (my younger daughter) is going to wake up in a while. Have to go. Goodnight.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














